HomeADV Life Style

Jazda z road book’iem jest do kitu?

Jazda z road book’iem jest do kitu?

Wiosną roku 2023 redakcja ADVportal została zaproszona na spotkanie organizowane przez Enduro Friendly. Była to impreza zamknięta (szkoleniowa) zorganizowana w celu przypomnienia zasad i korzystania z road book. 

Moje pierwsze spotkanie

Ze względu na bliskość mojego zamieszkania od miejsca imprezy zostałem oddelegowany przez ADVportal. Na początku pomyślałem: „Czy dobrze, że tam jadę?”, zwłaszcza że kompletnie nie miałem pojęcia, o co chodzi w tej zabawie. Tak — zabawie! Specjalnie użyłem tego słowa, ale o tym w dalszej części artykułu Już przy pierwszym kontakcie z Ewą (jedną z osób organizujących spotkanie) pomyślałem, czy to na pewno dobry pomysł, by tam jechać. 

Mówiąc w skrócie, otrzymałem od Ewy pytanie:

Jedziesz na rolce czy na przycisku? – W tamtej chwili przyszło mi do głowy, że to spotkanie starych wyjadaczy road bookowych, więc co ja tam będę robił? Po chwili odpisałem, że kompletnie się na tym nie znam, na co Ewa mnie uspokoiła i powiedziała:

To będziesz jechał na przyciskach, tylko wypuść sobie prąd na kierownicę z bezpiecznikiem. 

Zaczęło robić się ciekawie. Zakupiłem przewód z bezpiecznikiem i pojechałem na tor motocrossowy pod Oleckiem. 

Początek szkolenia

Szkolenie zaczynało się już w piątek. Na spotkanie zaproszono ratownika medycznego, który opowiadał o możliwościach pomocy sobie i innym w przypadku ewentualnych nieprzyjemnych zdarzeń. 

Przedstawił i pokazał podręczne apteczki wyposażone w najpotrzebniejszy sprzęt mogący uratować życie, skompresowany w małe opakowania, ważący około 0,6 kg. Wszyscy uczestnicy jednogłośnie potwierdzili, że tak ważny sprzęt są w stanie zabrać na rajd czy wyprawę motocyklową. Było dużo przydatnej wiedzy, którą powinni posiąść nie tylko motocykliści. Następnie organizatorzy oraz inni uczestnicy chętnie wyjaśniali, na czym polega cała zabawa. Pokazywali różnego rodzaju rysunki czy znaki, które umieszczane są na road booku. 

Później zamontowałem przewód elektryczny do podpięcia przycisku.  Jak się okazało, było to niezbędne urządzenie do przełączania elektronicznych wskazówek pojawiających się na ekranie tabletu czy smartfona.

Jazda na rolce czy przycisku? Rodzaje road book’a.

Poniżej krótkie wyjaśnienie: 

Road book to tzw. rolka, o której mówiła Ewa, czyli urządzenie, które mieści zwinięty papier na dwóch bębnach z zapisanymi informacjami o trasie. Po jednej ze stron umieszczone są pokrętła, by móc przesuwać informacje z danymi nawigacyjnymi. Możliwy jest też zakup urządzenia z mechanicznymi silniczkami, które obracają rolki oraz z przyciskiem. Umieszcza się go na kierownicy koło manetki, by móc obracać rolki i przesuwać zapisane na nich dane. Co więcej, są też road booki z oświetleniem LED umożliwiającym nawigowanie podczas jazdy nocą.

– Tak zwany „przycisk” jest to mobilna wersja road booka. Całe urządzenie jest w telefonie w wersji elektronicznej, natomiast przycisk montuje się na kierownicy i łączy telefonem za pomocą Bluetooth. W tym przypadku należy mieć zainstalowaną aplikację road book reader, na której zaczytuje się plik pdf z wcześniej stworzoną trasą.

Jedno i drugie rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Z analogowego road booka można w ostateczności korzystać bez podłączonego zasilania. Jazda na przycisku to zasilanie podłączone do przycisku oraz niezbędne zasilanie smartfona/tabletu.

W analogowym road booku należy instalować rolki ręcznie, natomiast w odpowiedniku cyfrowym wystarczy plik pdf. Analogowy sprzęt musi mieć dodatkowo zainstalowany (lub w zestawie) metromierz z dwoma licznikami. Jeden do wskazywania odległości od punktu do punktu oraz drugi z całkowitą odległością. 

Metromierze, o których mowa powyżej, są w wersji elektronicznej aplikacji. To tylko kilka różnic sprzętowych, jakie zauważyłem w krótkim obcowaniu z road bookiem. 

Następny punkt to wszelkie oznakowania,  np.  domki, drzewka i inne charakterystyczne dla danego miejsca symbole, które pomagają w nawigowaniu. Tutaj za dużo nie opowiem, bo nie wszystkie symbole byłem w stanie zapamiętać i przyswoić. Z tego, co zapadło mi w pamięć to lokowane na oznakowaniach są symbole dróg skrzyżowań z wyszczególnionymi informacjami o drogach asfaltowych czy gruntowych, drogach głównych lub podrzędnych itp. 

Najważniejsze w całej zabawie jest pilnowanie przejechanych metrów i skuteczne wybieranie oznaczonej drogi. 

Czas start — road book w użyciu.

Tutaj muszę przytoczyć moją sytuację startową. Ze względu na nagrywanie relacji ze spotkania mój start był dość późny. Za mną wystartowało ostatnich 3- 4 uczestników. Każdy z nich startował w odstępie 2-3 minut.

Jadąc zgodnie ze wskazaniami road booka, jechałem dość wolno, chociaż aplikacja informowała o zmianie kierunku za kilkaset metrów. Miało na to wpływ to, że stale kontrolowałem licznik metromierza, przez co nie mogłem skupić się na jeździe. Z późniejszych rozmów dowiedziałem się, że bardziej zaawansowani uczestnicy mniej więcej orientują się, jaką odległość przebyli bez sprawdzania metromierza. Dzięki czemu spoglądają na wskazania road booka w miejscu, w którym należy zmienić kierunek jazdy.

Jadąc dalej, zacząłem dostrzegać w lusterkach innych riderów, którzy ruszyli po moim starcie. W tamtej chwili myślałem, że chyba dojadę na metę po imprezie. Szybko jednak okazało się, że cała zabawa polega na tym, by jechać płynnie i nie robić pomyłek przy zmianie kierunku jazdy. Na trasie są umieszczone punkty tankowania i już na pierwszym okazało się, że dogoniłem 5 uczestników. Oczywiście, też zajechałem na stację, by dopytać, jak to się stało, że jadąc tak wolno, ich dogoniłem. Kolejne odpowiedzi sprawiały, że śmiałem się coraz bardziej:

  • jeden zajechał, by zatankować,
  • drugi — by kupić kawę,
  • trzeci — bo przestało mu ładować telefon,
  • czwarty — bo widział, że zatrzymał się tutaj jego kolega.

Jeszcze więcej śmiechu było, jak do naszej grupy dojechało 2-3 uczestników, którzy całkiem pogubili drogę. Okazało się, że nie prędkość jest tu najważniejsza, a unikanie ponadnormatywnych metrów. Kluczowe jest to, by dojechać do mety z ilością przejechanych kilometrów odpowiadających długości ustalonej przez organizatorów trasy. 

A jednak zabawa z road book’iem!

Wracając do słowa „zabawa”, chciałbym wyjaśnić, dlaczego tak uważam.

W danym przypadku było to spotkanie szkoleniowe, dlatego jazda była bez spiny, chociaż czasami były elementy rywalizacji rajdowej. Zdarzało się, że na trasie spotykałem osoby odpoczywające na motocyklu i czekające na swoich kompanów, którym przedłużył się postój na stacji paliw. 

Krótko mówiąc,  jazdę z road bookiem można porównać do zabawy w podchody. Ci, co znają podchody, wiedzą, ile wiąże się z tym emocji.

Ze swojej strony gorąco polecam ten typ imprezy. Jazda w bardzo zróżnicowanym terenie, możliwość jazdy różnego rodzaju motocyklami (jest podział na klasy motocykli). Bardzo istotnym elementem jest szansa na  poznanie ciekawych ludzi czy mile spędzony czas za kierownicą motocykla. Wieczory natomiast to wymiana doświadczeń oraz opowiadanie o swoich przeżyciach z trasy. 

Jeszcze raz dziękuję Enduro Friendly za zaproszenie i wprowadzenie w tajniki „road bookowej” jazdy. 

Relacja ze spotkania, jazda z road bookiem.

Jeżeli doceniasz to, co robimy, to:

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Komentarze

WORDPRESS: 1
  • comment-avatar
    egon 1 rok ago

    Panie redaktorze,wrzuć Pan jakieś foto road booka,bo ja wiem,o co chodzi,Pan pewnie też,ale może zaglądają tu tacy,co nie wiedzą,z „czym to się je”:)