HomeAkcesoria

Motoz Tractionator Adventure — czy to dobra opona na błoto?

Motoz Tractionator Adventure — czy to dobra opona na błoto?

Był test Motozów w piaskach pustyni, przyszedł czas na test opon w błocie. 

Dwa tygodnie temu odwiedziłem Ponidzie — miejsce, które jest jak pudełko czekoladek („nigdy nie wiesz, na co trafisz”). Były to słowa Artura — jednego z uczestników i podpisuję się pod tym dwoma rękami. Najprawdopodobniej sam organizator Marcin z motocyklem.net nie spodziewał się tak wymagającej trasy. Już śpieszę z wyjaśnieniem. ADV na Ponidziu to cykliczna, kameralna impreza dla motocyklistów zjeżdżających z asfaltu. Jak zdążyłem się dowiedzieć, poprzednie edycje były offroadowe, z dużą ilością szutrów i dróg gruntowych. Ta edycja była jednak całkiem inna. Rzeka Nida, tworząc rozlewiska, podniosła poprzeczkę, dzięki czemu można było sprawdzić umiejętności wszystkich uczestników imprezy, a przy okazji mocno przetestować opony Motoz Tracionator Adventure. Jak już pisałem w poprzednim artykule, Motozy miały być to uniwersalne opony z przeznaczeniem w większości na off. 

Wracamy do błota.

Pierwszego dnia, tj. w piątek po południu zrobiliśmy objazd trasy. Śliskich, mokrych, kamienistych, podmokłych, błotnistych terenów było dziesiątki kilometrów. W pierwszej chwili nie myślałem, że to odcinki, które będą na liście do pokonania.

Jadąc trasą wytyczoną przez Marcina, po kolejnej błotnistej przeprawie wjechałem w dużą kałużę. Opony grzebały naprawdę dobrze i nie myślałem, że wydarzy się coś spektakularnego. Jednak tylne koło rzuciło w lewo, przez co przednim kołem wyjechałem z koleiny zalanej wodą. Wszystko szło dobrze, jechałem tzw. boczkiem, kontrolowałem motocykl, a przednie koło trzymało trakcję. Jednak w pewnym momencie tył rzuciło jeszcze bardziej, a motocykl stanął bokiem. Za mną duża kałuża z wodą po łydki, do której nie chciałem wycofywać motocykla. Zresztą musiałbym zsiąść i szarpać 205-kologramowego klocka. W jednej chwili pomyślałem: „Jadę do przodu w krzaki”. Nadmieniam, że teren dookoła był podmokły, więc jazda w krzaki nie gwarantowała sukcesu. W pierwszej chwili szło dobrze, opony naprawdę dawały radę. Ostatecznie zatrzymały się na gałęziach, motocykl przysiadł po ramę. 

Tenere 700 na Ponidziu

W tamtej chwili nie zdawałem sobie sprawy, że jazdy do przodu nie będzie. Zszedłem z motocykla i poczekałem na Marcina. Po kilku próbach ruszenia wiedzieliśmy, że trzeba będzie motocykl położyć i wyciągać z błota na leżąco. Przystąpiliśmy do działania. Motocykl kładliśmy na lewą stronę, bo w Tenerce po prawej stronie jest tłumik, który lubi się wygiąć. Następnie, łapiąc za przednie koło, obracaliśmy leżący motocykl tak, by w końcu tylne koło wyciągnąć z zagłębienia, które skutecznie blokowało wyjazd. Po pionizacji motocykla zaczęliśmy pierwsze próby wyjazdu.  Początkowo pomyślałem, że sami nie damy rady, jednak zignorowałem tę myśl i działaliśmy dalej, kręcąc przednim kołem tak, by pomóc tylnemu się wykopać. Ostatecznie wyciągnęliśmy z opresji maszynę, a opony przeszły test maksymalnie offroadowy. Moim zdaniem, dałoby radę wyjechać, gdyby nie śliskie gałęzie przed tylnym kołem. 

Yamaha Tenere 700

Kolejny dzień, sobota, to jazda w grupie. Tego dnia nie było terenu, który zatrzymałby Tereskę na Motozach. Oczywiście, zdarzyła się kąpiel w rozlewisku czy małe „paciaki”, ale ostatecznie motocykl przejechał wszystko. Sobota, jednak nie była moim dniem do jazdy. Stale czułem się „taki nierozjeżdżony”, a im bardziej byłem zmęczony, tym więcej się spinałem i więcej popełniałem błędów. 

Po wieczornym grillu poszliśmy spać. 

Ostatni dzień przygody. 

Niedziela nie zapowiadała radości z mojej jazdy, ale postanowiłem się nie poddawać i upuściłem ciśnienie z kół. Stale przypominałem sobie sobotnie wpadki, a raczej brak tzw. flow w jeździe. Chciałem osiągnąć stan, w którym czujesz, że wszystko idzie tak, jak sobie zaplanowałeś. Cel i wykonanie, płynnie i z lekkością. 

Im bardziej mi zależało, tym gorzej mi wychodziło. Dlatego początek niedzielnego poranka znów nie zapowiadał się dobrze. Jeden z odcinków trasy prowadził przez głębokie koleiny z oblepiającym opony błotem. W tym terenie znowu za bardzo się spiąłem i kolejny upadek. Chociaż trzeba przyznać, że tylna opona czyściła się dobrze. Ostatecznie wyjechałem z grubego offu na listonosza. 

Po małej przerwie  pomyślałem, że muszę coś zmienić w mojej technice jazdy w błocie. Myślę, że ostatnia wyprawa do Tunezji i jazda w piachu przestawiła moją pozycję za kierownicą  (tj. jazda na ugiętych kolanach z możliwie najdalej odsuniętym zadem od kierownicy). 

Patrząc na jednego z uczestników – Jana (który całą sobotnią trasę przejechał na podjeźdżonych oponach szosowych) przypomniałem sobie, jaką pozycję powinienem przyjąć za kierownicą. Ta zmiana pozwoliła mi w pełni wykorzystać opony Motozy Tractionator Adventure. 

Lepiej późno niż wcale.

Dopiero teraz zaczął się prawdziwy test opon. Jak już wcześniej pisałem, przednia opona trzymała bardzo dobrze, nie zsuwała się przy próbie wyjechania z miękkiej koleiny. Oczywiście, nie mam tutaj na myśl kolein po kolana. Trzymanie boczne jest na bardzo wysokim poziomie. Jeżeli chodzi o przednią oponę, jest to dla mnie najważniejsze kryterium przy wyborze opony. Opona bardzo dobrze toruje sobie miękkie podłoże, stale trzymając trakcję. Podczas stromego kamienistego podjazdu miałem odczucie małej niestabilności przodu, lecz ciężko stwierdzić to jednoznacznie, gdyż kamienistych podjazdów nie było dużo i nie miałem możliwości tego potwierdzić. Kałuże na ubitej szutrowo kamienistej drodze pokonuje się bardzo pewnie bez żadnych problemów. 

Jeżeli chodzi o tył.

Jadąc w grząskim terenie i odkręcając manetkę, koło zaczyna nabierać pędu, przez co opona czyści się bardzo szybko. Po chwili czujesz, jak motocykl zaczyna ciągnąć. Niektóre próby błotne robiłem na małych prędkościach i też opona stale wgryzała się w teren bez zbędnej utraty trakcji. Uślizgi zaczynają się w przypadku zabawy manetką gazu. Jednak nie są to uślizgi, których nie dałoby się  kontrolować. Na szutrze opona rwie jak szalona, a powerslide’y są bardzo przewidywalne i możliwe do kontrolowania. Nawet na mokrej trawie, jadąc powerslide’em, opona dość szybko łapie trakcję. Na podjazdach, czy to kamienistych, czy piaszczystych opona też nie zawodzi. 

Jazda asfaltem.

Powrót do domu stał pod znakiem trasy tranzytowej.

Asfalt mokry, suchy. Na oponach tzw. kostkowych na asfalcie jeżdżę dość ostrożnie. W ramach testu musiałem dość mocno wkręcić na obroty Tenerę, by zerwać przyczepność. Nadmieniam, że był to 2 bieg. Jednak nawet przy energicznym ruszaniu spod świateł nie miałem ani jednego momentu, by utracić przyczepność na tylnym kole. 

Trasy asfaltowej było około 600 km, opony huczały standardowo, jednak powyżej 120-130 km/h nie miało to znaczenia, bo podmuchy wiatru skutecznie przebijały dźwięk toczących się opon. 

Wyjazd na Ponidzie pokazał, że dostosowane do terenu opony pozwolą czerpać radość z jazdy, lecz nie są jedynym czynnikiem pozwalającym pokonać trudny teren. 

Komentarze

WORDPRESS: 2
  • comment-avatar
    Piotr 1 rok ago

    tak sobie myślę żeby je założyć. polecacie?

    • comment-avatar

      Jeżeli potrzebujesz opony uniwersalnej, którą będziesz mógł robić długie przebiegi, lecz nie przeszkadza Ci ich głośność, a na mokrym asfalcie trzeba będzie trochę uważać to jest to opona dla Ciebie ;). Pozdrawiam 🤘