Dakar to dla Sama Sunderlanda od dawna zamknięty rozdział — na swoim koncie ma już dwa mistrzowskie tytuły. Brytyjczyk postanowił jednak zmierzyć się z czymś, co brzmi wręcz obłąkańczo: podróżą dookoła świata na czas. Celem było pobicie rekordu najszybszej jazdy motocyklem wokół globu, który murem stał od ponad dwudziestu lat, wynosząc niewzruszone 19 dni, 8 godzin i 25 minut.
Za maszynę do tego ekstremalnego zadania posłużył nowy Triumph Tiger 1200 Rally Explorer — motocykl, który na zdjęciach i pierwszych przebitkach zdradzały m.in. przeprojektowana lampa oraz zintegrowany radar. Cała operacja wystartowała 5 września w Londynie i miała zamknąć się w pętli prowadzącej przez sześć kluczowych etapów. Skala przedsięwzięcia od początku porażała: ponad 18 000 mil (blisko 29 000 km) do pokonania w niespełna trzy tygodnie. Oznaczało to średnio tysiąc mil dziennie i nawet 17 godzin spędzonych w siodle bez taryfy ulgowej.
Trasa przez pięć kontynentów i żelazne zasady
Plan trasy zakładał jazdę z Londynu do Stambułu, skok do Azji Południowo-Wschodniej (odcinek Bangkok – Kuala Lumpur), przelot na Antypody, by przejechać Australię z Perth do Sydney, a zaraz potem Nową Zelandię wzdłuż i wszerz. Najdłuższy, niezwykle wyczerpujący odcinek zaplanowano w Ameryce Północnej (trasa z Vancouver do Montrealu), a finałowa nitka miała prowadzić z Casablanki z powrotem do stolicy Wielkiej Brytanii. Po drodze Sunderland miał zahaczyć o legendarne solne równiny Bonneville Salt Flats czy bezlitosny, australijski outback.
Regulamin próby nie wybaczał błędów: zegar zatrzymywał się wyłącznie na czas rejsów lub przelotów oceanicznych. Cały dystans należało pokonać jednym motocyklem, w jednym kierunku, zaliczając punkty antypodyczne. Żadnych podmian maszyn, żadnych dróg na skróty.
Zmęczenie, limity i nagły koniec próby
Zmienne warunki pogodowe, strefy czasowe, procedury graniczne i skomplikowana logistyka sześciu transferów długodystansowych były ogromnym wyzwaniem, jednak najgorszym przeciwnikiem motocyklisty miała okazać się biologia: deprywacja snu, jet lag i kumulujące się psychiczne oraz fizyczne zmęczenie.

Sam Sunderland przed startem nie ukrywał obaw:
„Jedną z najtrudniejszych części tego wyzwania jest zdecydowanie liczba mil, które musimy pokonać. Będę jeździć 17 godzin dziennie, jeden za drugim, przez wiele dni. Czuję, że ta akumulacja będzie się nawarstwiać i zdecydowanie będzie to trudne” — mówił zawodnik.
Z kolei Nick Bell, Chief Marketing Officer Triumph Motorcycles, podkreślał idealne dopasowanie sprzętu do ekstremum:
„Pokonanie ponad 18 000 mil przez pięć kontynentów w mniej niż 19 dni stawia gigantyczne wymagania zarówno przed jeźdźcem, jak i motocyklem. Tiger 1200 Rally Explorer był naturalnym wyborem do tej próby”.
Dlaczego Sam Sunderland nie pobił rekordu?
Niestety, historia ta nie dopisała jeszcze happy endu w tabeli rekordów. Oficjalne relacje Triumpha nagle urwały się bez szerszego, technicznego wyjaśnienia z centrali. W mediach społecznościowych Sama pojawił się jedynie bardzo lakoniczny komunikat: motocykl uległ uszkodzeniu i próba pobicia rekordu nie powiodła się. Do dziś spekuluje się, czy winna była awaria samej maszyny, czy uszkodzenie mechaniczne wynikające z brutalnego traktowania sprzętu na trasie.
W tym roku Sunderland rekordu już nie pobije, ale na horyzoncie pojawiły się oficjalne informacje o debiucie odświeżonego Tigera 1200. Miejmy więc oczy szeroko otwarte — mocno liczymy na to, że nową ewolucję brytyjskiego adventure ujrzymy na żywo podczas zbliżających się targów EICMA 2026.
Zdjęcia: triumphmotorcycles.com


Komentarze